W ubiegłą niedzielę, będącym w ostatnim czasie w gazie, piłkarzom Cechu Radom przyszło zmierzyć się z wiceliderem II grupy B-klasy, Chojniakiem Wieniawa. Piekarze grali już z tym rywalem kilka tygodni temu i po przeciętnym meczu przegrali 4:8. Żądni rewanżu gracze Cechu planowali podejść do tego meczu z jeszcze większym animuszem niż do ostatniej potyczki ze Stanisławicami. Nic więc dziwnego, że przedmeczowa zbiórka została wyznaczona już na 13.00, czyli aż na godzinę przed spotkaniem. Można to więc bez precedensu uznać za mini-zgrupowanie. Piekarze planowali w tym czasie zjeść wspólny obiad, pograć w golfa, zrelaksować się na basenie, wysłuchać odprawy taktyczno-techniczno-moralizatorskiej oraz wyjść na solidną rozgrzewkę.
Niemal wszystkie wyżej wymienione punkty udało się zrealizować w takim samym stopniu. Cech, po solidnej, wyczerpującej rozgrzewce był gotowy do gry. „Jesteśmy rozgrzani jak należy. Aż leci z nas para” – zapewniał tuż przed pierwszym gwizdkiem Dominik Michalak. Domin, pełniący tego dnia rolę kapitana oraz ostoi bloku defensywnego, mówił stuprocentową prawdę. Szkoda tylko, że wraz z parą z piłkarzy uszło dosłownie wszystko. Przebieg pierwszych trzydziestu minut najlepiej odda ten opis.
RAZ!
DWA!!
TRZY!!!
CZTERY!!!!
PIĘĆ!!!!!
Cech Radom, po kurwiozalnych błędach w obronie, już po dziesięciu minutach tracił do rywala trzy bramki, a zawodnicy sprawiali wrażenie, jakby zupełnie opadły im… skrzydła. Właściwie, skrzydeł w tym meczu nie było od samego początku, więc opaść musiało coś innego. Nie ma większego sensu opisywać, jak padały kolejne bramki dla Chojniaka. Warta odnotowania jest może jedynie kapitalna postawa Rafała Olszewskiego, który przy straconym czwartym golu właściwie nie miał szans na skuteczną interwencję. Był bowiem tak oślepiony blaskiem brylujących zawodników ze swojej drużyny, że postanowił wrzucić sobie do bramki piłkę kopniętą dobre 40 metrów od linii końcowej boiska. Przy pozostałych pięciu, zachował się, jak zawsze zresztą w ostatnich meczach, niemal bezbłędnie i coraz odważniej można mówić o jego transferze za granicę, o którym ostatnio tyle spekuluje się w mediach.
Sytuacja na boisku robiła się coraz bardziej nerwowa. W piłkarzach Cechu narastała frustracja. Zawodnicy wzajemnie się obwiniali i krytykowali. Nomen omen to właśnie po sytuacji, kiedy Dominik Michalak z, grającym tego dnia ciut mniej genialnie, Adamem Mąkosą mało nie skoczyli sobie do gardeł, w zawodników Cechu wstąpiła nowa siła. „Sprzeczka z Dominem była zaplanowaną zagrywką taktyczną, którą wielokrotnie ćwiczyliśmy na treningach. Miała ona pobudzić pozostałych zawodników do lepszej gry i w stu procentach spełniła swoją rolę. Tacy doświadczeni zawodnicy jak my, musimy swoim cwaniactwem wpływać na postawę zespołu i to dziś udało się zrealizować” – tłumaczył na pomeczowej konferencji prasowej najskuteczniejszy napastnik Cechu w spotkaniu z Chojniakiem, Adam Mąkosa.
Od tego momentu, czyli mniej-więcej od 35. minuty, Cech zaczął próbować grać w piłkę. Dość szybko zaowocowało to pierwszą bramką dla gospodarzy. Potwierdziło się, że ćwiczone na wszystkie możliwe sposoby stałe fragmenty są niezwykle groźną bronią Cechu. Po krótko rozegranym rzucie rożnym piłkę przejął Łukasz Chrzanowski, podciągnął z nią kilka metrów wzdłuż linii końcowej boiska i nagrał ją mocno do dobrze ustawionego na krótkim słupku Adama Mąkosy. Snajper Cechu wykazał się w tej sytuacji niebywałym cwaniactwem, gdyż będąc tyłem do bramki skierował piłkę lewą nogą na długi słupek, czym zupełnie zmylił bramkarza gości. Ten zmuszony był wyciągnąć po raz pierwszy tego dnia piłkę z siatki (właściwie, to bramkarz przy tej sytuacji po raz pierwszy tego dnia dotknął piłki). Nie będzie więc ani krzty przesady w stwierdzeniu, że golkiper Chojniaka bronił na zerowej skuteczności, a napastnik Adam Mąkosa z zimną krwią, co do jednej, wykorzystał wszystkie swoje sytuacje strzeleckie w tym meczu.
Piekarze postanowili pójść za ciosem i chwilę później udało im się zdobyć drugą bramkę. Pomocnik, przymierzany do gry w Cechu, zdecydował się na uderzenie z 40 metrów. Zaskakująco skierował piłkę w środek bramki. Golkiper gości, oślepiony blaskiem gwiazd Cechu oraz zmylony wiatrem, zrobionym prawdopodobnie przez parę napastników Chrzanowski-Mąkosa oraz skrzydłowych Zarębę i Ziętka postanowił przepuścić atomowy strzał niczym jego vis-a-vis Rafał Olszewski.
W przerwie meczu w szeregach Cechu było bardzo nerwowo, ale z uwagi na tzw. „tajemnicę szatni” nie ujawnimy słów prezesa i trenera, Lucjana Odzimka. Można tylko powiedzieć, że nie bez powodu był on mocno zdenerwowany i rozczarowany postawą swoich podopiecznych.
Po zmianie stron gra Cechu nieco się poprawiła. Było to spowodowane zmianą ustawienia. Piekarze bez problemu przemeblowali swoje szyki. Nie bez kozery ćwiczą bowiem najróżniejsze warianty gry na treningach. Gospodarze przeszli na grę trzema środkowymi pomocnikami. Gra była bardziej wyrównana i padła tylko jedna bramka, niestety dla zespołu Chojniaka. Mecz zakończył się ostatecznie wynikiem 2:6, który chluby Piekarzom na pewno nie przynosi.
Na osobne słowo zasługuje postawa niemal każdego piłkarza Cechu. Obrona grała tego dnia tragicznie, a oczywiście jak zawsze do miana gwiazdy urastał Adrian Kurys, który tego dnia więcej razy potknął się na piłce, niż ją opanował. Szczególnie znamienne były słowa Kurysa, który jest obecnie głównym kąskiem na lokalnym rynku transferowym. Adrian, jeszcze przed zagraniem piłki, zdawał sobie sprawę z konsekwencji swojego podania. Świadczy to o tym, jak bardzo ten zawodnik myśli na boisku i jak potrafi przewidywać. Adrian Kurys, mając piłkę przy nodze i szykując się do zagrania w głąb pola, wykrzyczał: „Kurka wodna, ależ niekonsekwentnie podałem” (oczywiście słowa, z uwagi na swoją prostotę formy, nie zostały przytoczone w dosłownym brzmieniu – dla bardziej dociekliwych mogę tylko podać, że cały cytat składał się z trzech wyrazów, a jego transkrypcja wygląda mniej-więcej tak: Ku…, ale zje….m”. W środku pola jak zawsze błyszczał zupełnie niewidoczny Daniel Mortka. „W sobotę wieczorem zawsze dyskutujemy z chłopakami, kulturalnie, symbolicznie popijając piwko, o strategii na niedzielne mecze. W ten weekend niestety tego zabrakło i od razu widać zniżkę formy” – wyjaśniał playmayker Cechu. Obecności skrzydeł właściwie nie odnotowano. Para napastników Mąkosa-Chrzanowski, poza akcją bramkową, nie miała zbyt wielu udanych zagrań i też była zupełnie niewidoczna. Wprowadzona po przerwie tajna broń Cechu, Kamil Tuzimek, okazała się tak tajna, że postanowiła się zupełnie zakamuflować i tylko cztery razy dotknęła piłkę, notując jedno celne zagranie.
W trakcie meczu pojawiły się też liczne spostrzeżenia obserwatorów. Trener Lucjan Odzimek, wraz z oglądającym mecz w charakterze kibica Karolem Markowskim, dywagowali nad powrotem Tajfuna do gry w piłkę. W tym momencie zasadne wydaje się pytanie, czy przy obecnej sytuacji Cechu potrzebne jest tworzenie drużyny rezerw, Cech Radom II, w której Tajfun mógłby realizować swoje pasje?! Pozostawiam to pytanie bez odpowiedzi, choć para bocznych obrońców Markowski-Kurys, wsparta np. przebojowym Vitalem na szpicy, mogłaby robić furorę występując na turniejach ministrantów oraz festynach i odpustach, reprezentując Cech Radom II. Temat drużyny rezerw należy więc jeszcze przedyskutować.
Prezentujemy jeszcze rozmowę, nagraną tuż po meczu z bramkarzem Cechu, Rafałem Olszewskim. Zastrzegamy jednak, że nie została ona ocenzurowana i kibice poniżej 18 roku życia po prostu nie mogą jej odsłuchiwać.
http://www.youtube.com/watch?v=_6n81d3mC2A
Naprawdę zawodnikom wypada w całości odsłuchać tą rozmowę i nieco zastanowić się nad swoją postawą! Chociażby w ramach treningów, których ostatnio nie ma!
CechRadom.PL Lubisz ten wpis