Cech Radom

Oficjalna strona klubu sportowego CECH RADOM

Postęp Cechu w zupełności wystarczył na Postęp!

 

2 Postęp Cechu w zupełności wystarczył na Postęp!

Daniel Mortka daje trzecią asystę. Klasyczny no-look-pass!

W swoim drugim wiosennym meczu Cech Radom 9:1 (3:0) pokonał Postęp Łaziska. Bramki dla Cechu strzelali Emil Górniak 2, Kamil Tuzimek 2, Dominik Michalak 2, Kornel Jaśkiewicz 2 i Krzysztof Ziętek 1. Z powyższego zestawienia bardzo wyraźnie widać, że to z winy Krzyśka Ziętka Cech nie osiągnął dwucyfrowego rezultatu.

Jeśli ktoś przed meczem zastanawiał się, czy Postęp po remisie z Krępianką faktycznie poczynił taki postęp, albo czy postęp poczyniony przez Cech, w stosunku do okresu przygotowawczego, wystarczy na pokonanie Postępu, to jego wątpliwości bardzo szybko zostały rozwiane. Postęp Cechu był aż nadto widoczny, a jak się okazało Postęp wcale nie poczynił takiego postępu, jak można się było spodziewać.

Cech przeważał tego dnia we wszystkich statystykach oprócz liczby strat i niecelnych podań (chociaż i w tych aspektach na tle radomskiej drużyny wyróżnił się Adrian Kurys, który był lepszy od piłkarzy Postępu nawet, a właściwie tylko, w tych dwóch elementach).

Gospodarze od początku z determinacją ruszyli na rywala. Na efekt w postaci gola nie trzeba było długo czekać. Już w pierwszych minutach dośrodkowanie na bramkę zamienił Krzysztof Ziętek, który zaskoczył bramkarza gospodarzy kąśliwym strzałem „garbem”. Jak się później okazało z przebiegu meczu, nogi nie były tego dnia Kylowi do niczego potrzebne.

Kolejności następnych bramek nie pamiętam, ale z całą pewnością mogę powiedzieć, że padły. Podobno ładny strzał w drugiej połowie oddał Dominik Michalak, ale widział go tylko on i on jedynie mógłby go opisać. Dwie bramki strzelił Kamil Tuzimek, który wykazał się nieziemską skutecznością. Przez cały mecz Tuzim zanotował tylko dwa udane kontakty z piłką (reszta kontaktów wzbudzała śmiech i politowanie trenera oraz piłkarzy Cechu, a przeciwnicy z ulgą patrzyli, gdy tylko piłka docierała do Tuzimka) i oba zakończyły się golami. Niemal w identyczny sposób jak Tuzimek zagrał Kornel Jaśkiewicz, z tą tylko różnicą, że dla Kornela dwie strzelone bramki były jedynymi kontaktami z piłką przez cały mecz (nie licząc rozgrzewki). Warto więc zauważyć, że wprowadzony z ławki Kornel nie odnotował ani jednego nieudanego zagrania. Jak się później okazało, Dominik Michalak oddał dwa ładne strzały. Ten drugi już jednak widziałem – strzał w samo okienko, na krótki słupek, z rzutu wolnego był najwyższych lotów (wiatr zawiał w idealnym momencie). Z dwóch bramek Emila Górniaka zapamiętałem tylko jedną, kiedy to po szybkim wznowieniu z autu od Adama Mąkosy Emil przyjął piłkę w polu karnym i z pomocą bramkarza skierował piłkę przy krótkim słupku do bramki.

Z Kurysem, Kogutem, Golusem i Sebą w formacji defensywnej oraz Olszym w bramce Cech nie miał prawa ustrzec się straty gola, choć przeciwnicy przez cały mecz konsekwentnie trzymali się swojej taktyki i nie zapędzali się z piłką dalej niż na trzydziesty metr od własnej bramki. Pod nieobecność nieporadnego Kurysa, który ku uciesze miejscowych sklepikarzy został zmieniony w drugiej połowie, ciężar tracenia bramek wziął na siebie najbardziej doświadczony zawodnik, Sylwester Kogut, który prostopadłym i niesygnalizowanym zagraniem uruchomił napastnika gości, otwierając mu drogę do akcji sam na sam. Napastnik Postępu nie miał problemu z wykończeniem akcji i Rafał Olszewski zmuszony był w końcówce meczu wyciągać piłkę z siatki. Jak wyliczyli statystycy był to jedyny moment w meczu, kiedy Olszy miał piłkę w rękach.

Na uwagę zasługuje też występ Daniela Mortki, który dał w tym meczu aż cztery asysty, co aż czterokrotnie zwiększyło jego dotychczasowe dokonania w tym elemencie z tego sezonu. Pozytywnie w niedzielne popołudnie wyróżnił się także (L)Edwo Kurek, który popisał się głównie zorganizowaniem ?czapki? na pomeczową zbiórkę pieniędzy na szczytny cel. Trzeba także podkreślić dobrą postawę Pawła Golusa, który w meczu z Postępem dokonał szokującego odkrycia i dowiedział się, że głowa nie służy tylko po to, żeby włosy miały na czym rosnąć. Golus wygrał kilka pojedynków główkowych w defensywie z niezbyt rosłymi zawodnikami Postępu, a nawet, po dośrodkowaniu swojego ulubionego kolegi z zespołu, Sylwka Koguta, dotknął piłki włosami, nie zmieniając jej lotu, pod bramką przeciwnika. Progres w tym elemencie u niego był aż nadto widoczny. Nie da się też ukryć, że wpływ na korzystny wynik miała absencja Szymona Chmielewskiego, który musiał pauzować za nadmiar żółtych kartek.

W końcówce piłkę na 10:1 miał jeszcze Dominik Michalak, ale od samego początku akcji widać było, że będzie tylko przeszkadzał i nic dobrego do niej nie wniesie. W środku pola piłkę przejął Adam Mąkosa, pomknął z nią w kierunku bramki przeciwnika i długim zagraniem na prawą stronę chciał uruchomić niepilnowanego Emila Górniaka, który jest zdecydowanie lepszym sprinterem od niego. W zamiarze tym przeszkodził jednak Dominik Michalak, który nie nadążając za pędzącym Adamem Mąkosą wydarł się na pół boiska, w momencie, gdy ten chciał podawać do wspomnianego Górniaka: „Nieeee….. czekaj! Chwila! A ja?!”. Adam, słysząc wyraźne polecenie od kapitana, zatrzymał się z piłką, zapytał sędziego ile czasu zostało do końca meczu, ustawił się z Danielem Mortką na wyjście w środę do baru na finał pucharu Hiszpanii, poprosił idącego za linią boczną Kurysa o zrobienie pomeczowych zakupów oraz zawiązał lewego buta i już wreszcie mógł podać do nadbiegającego obok niego sprintem Michalaka, aby ten mógł poprowadzić akcję po swojemu. Po kilku minutach i wymianie jeszcze kilku podań Domin dostał piłkę na piątym metrze od bramki i mając przed sobą tylko golkipera gości trafił prosto w niego, zaprzepaszczając tym samym szanse Cechu na dwucyfrowe zwycięstwo.

W następnym spotkaniu, które odbędzie się dopiero po świętach, Cech zmierzy się z WKS-em Zajezierze i będzie starał się obronić trzecią pozycję w tabeli, na którą awansował po ostatnim meczu. Nie da się ukryć, że będzie to dopiero pierwszy poważny sprawdzian formy (nie tylko sportowej) na wiosnę. Do Zajezierza jest ok. 70 km. i na pewno będzie to męcząca podróż.

Czy poczyniony przez Cech postęp wystarczy na Postęp?

pileczka 150x150 Czy poczyniony przez Cech postęp wystarczy na Postęp?Nie da się ukryć, że w ostatnim czasie piłkarze Cechu poczynili spory postęp w stosunku do swoich poprzednich występów. Wszyscy zastanawiają się, czy ten postęp wystarczy na pokonanie Postępu, z którym zmierzymy się w niedzielę, o godz. 15 na boisku przy ul. Rapackiego. Postęp również poczynił ostatnio spory postęp, bowiem zremisował z Krępianką Reczniów 2:2. Z obowiązku przypomnę tylko, że w rundzie jesiennej Cech pokonał Postęp na boisku w Strzałkowie 6:0.

Zbiórka zawodników zaplanowana jest na boisku na Rapackiego o godz. 14.

UWAGA! ZMIANA PLANÓW! ZAGRAMY NAJPRAWDOPODOBNIEJ W CZARNYCH STROJACH, DLATEGO NALEŻY WZIĄĆ CZARNE GETRY! (zielone, na wszelki wypadek, też nie zaszkodzą) 

Cech „chwiejnym” krokiem wskoczył na czwarte miejsce!

pilka ogien 300x225 Cech chwiejnym krokiem wskoczył na czwarte miejsce!Z ogromną obawą przystępowali do niedzielnego meczu z LZS-em Zalesice piłkarze radomskiego Cechu. W pierwszym wiosennym meczu zawodnicy musieli zmagać się nie tylko z trudami okresu przygotowawczego, ale także z własnymi słabościami. Niemal cała drużyna miała jeszcze w pamięci (chociaż bardziej prawdopodobnym jest, że jednak zdecydowana większość już nie miała tego w pamięci) sobotnie nocne zgrupowanie, które, dla najwytrwalszych, zakończyło się właściwie w niedzielę o godz. 19.30. Mimo, że nogi i głowa, z uwagi na mordercze treningi w końcowej fazie okresu przygotowawczego, często odmawiały posłuszeństwa, to Cech zdołał w przekonującym stylu wejść w piłkarską wiosnę, pokonując LZS Zalesice na boisku w Chomentowie aż 5:2.

Cech wszedł w niedzielny mecz z niemal takim samym impetem, jak Kurys w sobotę na zgrupowaniu w drzewo. Już w trzeciej minucie spotkania radomianie przegrywali 0:1 po bramce z rzutu karnego. Przedmeczowe obawy trenera Lucjana Odzimka o aktualną dyspozycję zawodników nabrały realnego kształtu. Anonimowi świadkowie z ławki rezerwowych twierdzą, że w momencie gdy sędzia wskazał „na wapno”, trener na kilka minut całkowicie osiwiał na głowie, a także, w co trudno uwierzyć, pod nosem! Sytuację z karnym sprokurował oczywiście nie kto inny jak Adrian Kurys. Podczas zagrania piłki ręką wykazał się ogromnym refleksem i celnością. Jak później tłumaczył, nie pamiętał dokładnie wydarzeń boiskowych aż do trzydziestej czwartej minuty, ale w momencie, kiedy rzekomo dotknął piłki ręką, tłumaczył się, że coś mu się przywidziało i chciał złapać swoją „nerkę” (przyp. red. torba na duperele – np. fajki i 3 tys. zł. – zapinana w pasie) spadającą akurat z ławki, ustawionej przy ognisku. Przy całym antytalencie i nieporadności tego zawodnika akurat w to tłumaczenie jesteśmy w stanie uwierzyć. Cios w trzeciej minucie był, jak się później okazało, tylko lekkim „nokdaunem”, który otrzeźwił graczy Cechu. Był także oczywiście elementem mozolnie wypracowywanej w przedsezonowych sparingach taktyki „kamuflażu”.

Cech z każdą kolejną minutą się rozkręcał. W ataku szalał, a właściwie biegał jak szalony bez ładu i składu, Emil Górniak – główny wodzirej sobotnio-niedzielnego zgrupowania. Wsparty był jednak dwoma wartościowymi zawodnikami, Kamilem Tuzimkiem, który rosołem z poprzedniego tygodnia z własnej hodowli kur na Janiszpolu mógłby poratować niejednego kolegę z zespołu oraz Krzyśkiem Ziętkiem. To właśnie po szarży w pole karne tego drugiego i dzięki sporemu cwaniactwu (w końcu, jak przystało na zawodnika Cechu, Kylo z niejednego pieca chleb jadł) wywalczył on rzut karny. Jedenastkę pewnym strzałem na bramkę zamienił niezawodny Emil Górniak. Nic jednak dziwnego, skoro poprzedniego dnia trenował karne do piątej nad ranem i po takiej serii jego gol z tego elementu gry był pewniejszy, niż awans do 1/2 finału Ligi Mistrzów Atletico Madryt.

Do przerwy bramki dla Cechu już nie padły, co nie dziwi, gdyż na boku pomocy o własne nogi potykał się Szymon Chmielewski (który po kontuzji, której nabawił się przed trzema tygodniami skacząc przez ognisko oraz bardzo mocnych lekach przeciwbólowych w płynie, które systematycznie zażywał, jeszcze nie zdążył dojść do siebie z uwagi na… kolejne ognisko…). Za środek pola odpowiedzialny był (L)Edwo Kurek, który (L)Edwo zdołał wyjść na boisko i (L)Edwo co widział na oczy. Jak próbował tłumaczyć trenerowi przed meczem, zatruł się musztardą i sosnowym dymem. Tempo rozgrywania akcji nie było więc porywające, choć (L)Edwo starał się grać jak prawdziwy profesor (nie wychodzą przez 45 minut ze środkowego koła boiska). Obecności kapitana Dominika Michalaka, poza przeprowadzeniem „rozgrzewki”, nie odnotowano.

O dziwo, biorąc pod uwagę fakt, że średnia wieku w linii obrony (a także, co nie zostało jednak udowodnione,  suma % w wydychanym powietrzu przez czterech defensorów) wynosiła 31 (lat, tudzież promili) bramki dla gospodarzy również nie padły. Co więcej, blok defensywny był na tyle szczelny (przez unoszącą się w powietrzu niewidzialną ścianę z nieznanej substancji nie mogły przelecieć nawet muchy, natychmiast padając martwe), że Rafał Olszewski więcej napracował się kupując po meczu koncentrat pomidorowy w sklepie na Sołtykowie, niż strzegąc bramki Cechu.

Druga połowa była już znacznie lepsza w wykonaniu Cechu. Zawodnicy postanowili zerwać z kamuflażem. Co więcej, z pomocą przyszedł im już w 50. minucie jeden z zawodników Zalesic (okazuje się, że oni też mieli w swoich szeregach takiego „prawdziwka” jak Kurys), który, mimo że był wzięty w (k)leszcze przez Kurysa i Koguta, popisał się znakomitym strzałem z pierwszej piłki z woleja tuż przy lewym słupku własnej bramki.

Przełomowe były jednak kolejne minuty. Najpierw trener Lucjan Odzimek zdecydował się wpuścić na boisko ok. 55. minuty swojego ulubieńca Daniela Mortkę, którego z obawy na jego zdrowie wolał oszczędzać na najważniejsze mecze rundy z Postępem Łaziska i Królewskimi Jedlnia (była to oczywiście jedna z trzech zmian, które trener zapowiedział, że robi równocześnie od pierwszej minuty drugiej połowy). Około 60. minuty trener przeprowadził drugą zmianę (dla mniej błyskotliwych wyjaśnię, że była to druga z trzech zmian, które wg zapowiedzi miały być zrobione od 46. minuty) i wpuścił na boisko kolejnego asa, a właściwie to Jokera, Adama Mąkosę. Do tej pory nie wiadomo, czy to wejście wyżej wymienionej dwójki, czy raczej zejście Biołego i (L)Edwa, tak podziałały na obraz gry. W niespełna dziesięć minut od wejścia na boisko Adama Mąkosy Cech strzelił trzy gole, każdy kolejny jeszcze piękniejszej urody. Co ciekawe Adam Mąkosa miał bezdyskusyjny udział przy wszystkich trzech bramkach (potwierdziła się złota myśl, że lepiej mądrze stać, niż głupio biegać, bowiem wystarczyły zaledwie cztery kontakty z piłką tego zawodnika, żeby w dziesięć minut rozmontować obronę rywala – jeden kontakt to celne podanie do najbliższego zawodnika oraz trzy pozostałe – po każdym golu Adam wyciągał piłkę z siatki przeciwnika!).

Co do samych bramek to Krzysiek Ziętek po rajdzie lewą stroną boiska wrzucił piłkę bramkarzowi za kołnierz, tuż przy prawym okienku, Emil Górniak po indywidualnej akcji i płaskim strzale od słupka skierował piłkę do bramki, a Kamil Tuzimek szczęśliwie poślizgnął się na grząskim kawałku boiska, na którym akurat nie było trawy, i  uderzył głową w lecącą piłkę (ta odbiła się od kantu głowy i wpadła do siatki).

LZS Zalesice, zszokowany takim obrotem sprawy, odpowiedział tylko jedną bramką. Nie pamiętam dokładnie jak padła, ale ze stuprocentową pewnością można stwierdzić, że była to wina Kurysa.

Dzięki przekonującemu zwycięstwu i korzystnym dla Cechu wynikom Hubala Chlewiska i Wisły Chotcza radomianie awansowali na czwarte miejsce w tabeli. Aktualnie tracą punkt do trzeciego WKS-u Zajezierze i po sześć do prowadzącej dwójki z Solca i Wielogóry.

W następnym meczu Cech zmierzy się na własnym boisku z Postępem Łaziska i jest ogromna (niepowtarzalna?) szansa, żeby wskoczyć na trzecie miejsce w tabeli, wykorzystując ciężki terminarz Zajezierza!

Cech mistrzem kamuflażu przed startem ligi

kura 300x224 Cech mistrzem kamuflażu przed startem ligi

Piejo Kury(s) piejo, nie mają Koguta.

W niedzielę Cech Radom rozegrał ostatni sparing w okresie przygotowawczym. Radomianie musieli uznać wyższość swojego ligowego rywala, przegrywając jedynie 1:5. Honorowe trafienie dla Cechu zaliczył (L)Edwo Kurek.

 

KS Maków to drużyna, która jesienią zgromadziła na swoim koncie imponującą liczbę sześciu punktów i obecnie zajmuje dziesiąte miejsce w ligowej stawce. Cech pokazał jednak, że nawet takie drużyny są mu niestraszne i nawet z takimi potentatami piłkarze potrafili zakamuflować swoją formę. Porażka 1:5 to prawdziwy „majstersztyk” w wykonaniu Cechu. Inne drużyny będą miały nie lada problem z rozszyfrowaniem gry i odgadnięciem dyspozycji radomskiej drużyny w momencie startu ligi.

Odnośnie samego meczu, to trzeba przyznać, że gry nie ułatwiały latające stadami nad murawą muchy oraz bardzo grząska nawierzchnia (ta jedynie ułatwiła grę Kurysowi, który podczas drugiej połowy poślizgnął się, a wszyscy myśleli, że celowo zrobił wślizg). Ogromne problemy były także z opanowaniem środka pola. Trudno się jednak dziwić, skoro Danielowi Mortce, po sobotnim zgrupowaniu, czacha dymiła tak, że unoszący się dym Długi widział ze swojego przydomowego ogródka na Idalinie. Także na skrzydłach Cech nie prezentował się zbyt okazale. Kornel Jaśkiewicz jak biegał, to był zakręcony gorzej, niż słoik na zimę, a Adam Mąkosa właściwie to w ogóle nie biegał, bo zbiera siły na ligę. Parodię Kurysa, który „był” przez pierwsze 20 minut pierwszej połowy na prawym skrzydle z grzeczności przemilczę… Brak Szymona Chmielewskiego daje się we znaki, ale istnieją obawy, że jego kontuzja może się jeszcze przeciągnąć, gdyż Bioły, mimo próśb i mimo urazu, nie chce przerwać intensywnego treningu, który do tej kontuzji doprowadził. W kuluarach mówi się, że Bioły trenuje aż dwa razy dziennie – rano i wieczorem. Można więc mieć nadzieję, że kiedy wróci na boisko to będzie w nieziemskiej formie. O obronie i „ręczniku” szkoda w ogóle pisać, bo pięć straconych bramek z takim przeciwnikiem (w 11 meczach ligowych Maków strzelił ich 9!, a teraz w sparingu 5!) pokazuje, że jest to formacja, która przed ligą kamufluje się najlepiej. Także siła rażenia Cechu po raz kolejny okazała się imponująca. Formę na ligę szykuje Emil Górniak i w sparingach postanowił nie strzelać, czego konsekwentnie się trzyma. Także Kamil Tuzimek zbytnio się nie wychyla. Na mecz w Makowie spóźnił się ponad 45 minut, ponieważ, jak tłumaczył, musiał złapać i zabić kurę goniącą po podwórku (nie Koguta) na niedzielny rosół. Kiedy zameldował się na boisku w drugiej połowie, a trener Lucjan Odzimek krzyczał do niego, żeby coś biegał, ten odparł tylko z nonszalancją: „Ja to się już dzisiaj za kurami przez 45 minut naganiałem„.

Za tydzień start ligi. Mam przeczucie, że zaczniemy z prawdziwym przytupem i będziemy największym zaskoczeniem Colo Sport B-klasy. Wiosna będzie nasza! „Bójcie się ________, bo do A-klasy zmierzamy!”

Sparing z Makowem.

Kolejny mecz sparingowy odbędzie się w Makowie o godzinie 14.00. Zbiórka u trenera o 12.55.

Forma Cechu [prawie] eksplodowała

Bez nazwy 22 300x276 Forma Cechu [prawie] eksplodowałaW niedzielnym sparingu, rozegranym o nietypowej dla naszych zawodników porze, bo w samo południe, Cech Radom zremisował ze swoim ligowym rywalem Zwolenianką II Zwoleń 3:3. Bramki dla naszego zespołu strzelali: Edwin Kurek, Krzysztof Ziętek i… !! Kamil Tuzimek… z rzutu wolnego !! .

 

Biorąc pod uwagę fakt, że Cech zagrał w nieco okrojonym składzie, osłabiony chociażby brakiem najlepszego strzelca, Emila Górniaka, wynik należy przyjąć z dużym spokojem. Ciężko przypuszczać, ile w tym zasługi absencji przez pierwsze 55. minut Adriana Kurysa, który o godzinie 12 dopiero budził się po sobotnim, morderczym maratonie (nie filmowym), czy Szymona Chmielewskiego, który na ostatnim treningu przed meczem (również o godzinie 12, ale nie w południe) podczas skoków przez przeszkody, połączonych z utrzymaniem ciepła w organizmie za pomocą żywego ognia, nabawił się kontuzji kolana. Grę jednak (krótkimi) momentami dało się oglądać, zęby nie bolały aż tak bardzo, czego nie można powiedzieć o ostatnich sparingach w naszym wykonaniu.

Cieszy fakt, że po 4 latach przerwy Cech zaczął wreszcie robić użytek ze stałych fragmentów gry, po których padły aż dwie bramki. Czy mecz ze Zwolenianką to była już prawdziwa eksplozja formy Cechu? Miejmy nadzieję, że nie, a dopiero początek wybuchu, który przyjdzie na pierwszy mecz ligowy. (wydaje się, że optymalnie ułożony plan treningowy został zrealizowany w 100%, a zawodnicy trafią z formą najlepiej jak się tylko da, co jest ogromną zasługą nie tylko piłkarzy, ale także całego sztabu szkoleniowego oraz kierownictwa klubu).

Zwolenianka sprawdzi formę Cechu

0616131532061 150x150 Zwolenianka sprawdzi formę CechuW niedzielę, 23 marca o godz. 12 Cech Radom zmierzy się w swoim kolejnym sparingu z ligowym rywalem, Zwolenianką II Zwoleń. Mecz z sąsiadem w ligowej stawce może dać odpowiedź, w jakim miejscu znajdują się obecnie piłkarze Cechu, bo nie od dziś wiadomo, że aktualna forma jest daleka od ideału.

MECZ O 12:00 na „Staszicu”, na boisku przy ul. 11 listopada. Zbiórka zawodników zaplanowana na godzinę 11:00.

Trening 18.03.2014

W dniu dzisiejszym trening odbędzie się o godzinie 19.30 na orliku przy ulicy Jana Pawła II.

Sparing w Wieniawie. Spotkanie zawodników Cechu.

W nadchodzącą niedzielę, 16.03.2014, rozegramy kolejne spotkanie towarzyskie, tym razem w Wieniawie, z tamtejszym Chojniakiem. Jeszcze dwa sezony temu graliśmy w tej samej grupie radomskiej B-klasy. Wówczas w obu meczach padło po 6 goli, z tym, że w pierwszym – na Rapackiego – było remisowo 3-3, a w drugim – wyjazdowym – nieznacznie ulegliśmy gospodarzom 0-6. Obecnie Chojniak jest drugą drużyną drugiej grupherb rywala chojniak 22 Sparing w Wieniawie. Spotkanie zawodników Cechu.y B-klasy, z 24 oczkami zgromadzonymi w 11 meczach.

Mecz rozpocznie się o godzinie 14.00, natomiast zbiórka zawodników Cechu umówiona została na 12.15 u trenera.

W wigilię meczu – w najbliższą sobotę – spotykamy się natomiast na zebraniu zawodników Cechu. Godzina 17.00, miejsce to co zwykle, tj. liceum na ul. Osiedlowej.

Dwa oblicza Cechu w sparingu z Iskrą

pobrane Dwa oblicza Cechu w sparingu z IskrąW swoim czwartym sparingu w okresie przygotowawczym Cech Radom zremisował 4:4 z Iskrą Zbrosza Duża. W pierwszej połowie gospodarze popełnili dwa proste błędy w obronie, które bez większych problemów wykorzystali napastnicy Iskry. Pierwsza groźna akcja Cechu została przeprowadzona dopiero w 40. minucie meczu.

W drugiej połowie trener dokonał kilku zmian i gra nieco się ożywiła. To Cech był stroną dominującą i prowadzącą grę, a goście skupili się na kontrach. Efektem tego były aż cztery zdobyte bramki. Ich autorami byli Edwin Kurek i Kamil Tuzimek, którzy strzelili po dwa gole. Cech nie ustrzegł się jednak kolejnych błędów w defensywie, tracąc bramkę na 4:4 w ostatniej akcji meczu.